niedziela, 2 grudnia 2007

zapuszkowani w Pushkarze

Dzis zwiedzalismy Pushkar. Ladne miasteczko, choc niestety zarzucone przez obcokrajowcow. Wazne jest jednak to, ze nie ma ruchu samochodowego w ogole. Pushkar jest swietym miastem, na jego terenie i w okolicy znajduje sie ponad 500 swiatyn, rowniez znajdujace sie w centrum miasteczka jezioro jest swiete. Nie mozna chodzic wokol niego w butach, a w wielu miejscach nie mozna robic zdjec. Trzeba tez zdjac buty, zeby przejsc przez most.




ptaki nad jeziorem







Przy swietym jeziorze - zwroccie uwage na napis;-))


swiete drzewo przy jeziorze

oltarz



czyjas sztuczna noga, zapewne swieta, bo nad jeziorem;-)



widok na jezioro













zwierzeta nad jeziorem



jedna ze swiatyn



swiatynia nad jeziorem



zdobienia na jednym z domow nad jeziorem

Dzis glupio dalam sie naciagnac na malowanie rak henna. A w zasadzie to po prostu nie odsunelam reki, jak laska zaczela mnie packac. Zeby to chociaz ladnie zrobila, to bym nie narzekala. Ale zapaskudzila mi tylko lapki, wiec zeby sie odczepila, dalam jej drobna kase (zadala oczywiscie znacznie wiecej;-)). Jej kolezanka marudzila, ze jest biedna i ze gdybym zobaczyla jej dom, to bym zaplakala - zapewne, tu sa tak piekne domy, ze nic tylko siasc i plakac nad wlasnym ubostwem;-)



Te babeczki naciagnely mnie na 50 rupii (chcialy jakos kilkaset;-))




ulice Pushkaru



ciezarowka pelna Sikhow


wieza malpiego boga Hanumana
przed swiatynia

panowie przed swiatynia


kolorowa ciezarowka




Mieszkamy w domu przy tej uliczce

sobota, 1 grudnia 2007

Rajasthan



A to po prostu my:-)


Nadszedl czas na Rajasthan. Dzis jestesmy w Pushkarze. Dwa dni spedzilismy w Jaipurze, glownie na zwiedzaniu centrum, tzw. Pink City, ktore rzeczywiscie jest dosc rozowe (choc ja bym powiedziala, ze raczej lososiowe;-)) Jaipur jest kolejnym zbyt duzym miastem, jak na moje gusta, ale warto zobaczyc Hawa Mahal - to pieciokondygnacyjny palac z konca XVIII w. z malymi okienkami, przez ktore dworskie kobiety spogladaly na ulice, a same nie byly widoczne. Dobra rzecz dla antropologa!
W Jaipurze warto wybrac sie na zakupy na targ i np. kupic buty z wielbladziej skory, co bylam uczynila. Oczywiscie mimo tego, ze zazarcie sie targowalam, przeplacilam;-) Na targu trzeba uzbroic sie w cierpliwosc, bo wszedzie zaczepiaja i zapraszaja do swoich sklepow i stoisk. A dzieci obskakuja i zadaja zrobienia im zdjec. Mozna sie poczuc jak zwierzatko w zoo - nawet wymyslilismy sposob na biznes - wlezc do klatek, zrobicc tabliczke "European tourist" i zbierac kase za mozliwosc ogladania, robienia zdjec, mowienia "halooo" itd.;-)
Dzis rano oupiscilismy Jaipur i udalismy sie do Ajmeru pociagiem - szukanie odpowiedniego peronu i pociagu jest kolejna atrakcja, w efekcie dojechalismy, ale pociagiem, ktory mial inny numer i jechal z innego peronu. W zwiazku z tym, ze konduktor nie przyszedl, nigdy juz sie nie dowiemy, czy pojechalismy dobrym pociagiem...
W Ajmerze spotkalismy dziewczyne z Francji i jej miejscowego kolege. Kupowalismy razem bilety do Goa. I tu znow dala o sobie znac kolejowa biurokracja. Nie dosc, ze trzeba wypelnic odpowiednie formularze, to jeszcze pokazac karte kredytowa lub platnicza (jakies potwierdzenie, ze sie ma kase, czy jakos tak). Nam bilety udalo sie zarezerwowac, ale juz Francuzce nie - najpierw pani z okienka sobie poszla, a za 15 minut jej zmiennik postanowil biletu nie sprzedac, dopoki nie otrzyma potwierdzenia z banku kub kantoru o posiadaniu pieniedzy! W efekcie dziewczyna pokazala jakis papierek, ze wymieniala euro na rupie gdzies tam i kiedys tam - i bilet otrzymala. Razem pojechalismy do Pushkaru, w ktorym juz zdazylismy nieco sie rozejrzec i zjesc obiad. Jest to male, cudne miasteczko, bez tego calego halasu, ktory mielismy okazje slyszec przez poprzednie dni. Na razie jestem zachwycona! Zostajemy tu do wtorku, a potem juz Goa i coraz bardziej na poludnie!

No i teraz to, na co wszyscy czekaja - fotki sie zgraly, zaraz je tu sprobuje wkleic;-) nie wiem, czy uda mi sie dzis wszystkie, ale to co sie uda, wklejam!!!
A dla spragnionych wiekszej ilosci informacji: http://www.lenczowski.pl/ (relacja powstajaca rownolegle na komputerze obok;-))


Lektura do podrozy;-)







Pahar Ganj - dzielnica, w ktorej mieszkalismy w Delhi



Qutb Minar w Delhi


Delhi...


swiatynia Hanumana w Delhi




Z rosyjskimi babuszkami w pociagu do Agry




Agra



Malpy skacza niedoscigle;-)



Nawoz z krowich plackow - hand made




Widok na Taj Mahal w Agrze




Agrzanskie pieknosci





Po takich ulicach w Agrze zasuwalismy na rowerach



w drodze z Agry do Jaipuru, w autobusie


swiatynia w Jaipurze






bazar w Jaipurze

Dom w jednej z uliczek jaipuru - jak widac po kolorze, jestesmy juz poza Pink City


widok z gory na Jaipur




przy New Gate w Jaipurze






w Jaipurze




Hawa Mahal



swiatynia dzinijska w jaipurze





Jaipur





Tu jedlismy wczoraj kolacje




wesele w Pushkarze




wesele w Puskarze c.d.


wtorek, 27 listopada 2007

fotki

Ja tez domagam sie fotek, nie tylko lud. Ale znow zapomnialam zabrac do kafejki kabla od komputera, obiecuje, ze fotki beda. Dzis po poludniu jedziemy juz do Rajasthanu, do Jaipuru.
A zapomnialam jeszcze o wczorajszej ciekawej rzeczy - otoz jak tak sobie jezdzilismy po Agrze, nasza uwage przykuly brazowe placuszki rozlozone przy drodze. Placuszki te to krowie (a moze i inne) placki, ktore ulepione przez kobiety susza sie na sloncu, a potem sluza jako opal.

pierwsze wrazenia

Pierwszy szok kulturowy mam juz za soba;-)
Lotnisko w Delhgi przywitalo mnie tym, co sobie wyobrazalam o Indiach - ogromnym tlumem ludzi, krzykiem i roznorodnoscia barw. Gdyby nie mily pan, ktory wyprowadzil mnie z tlumu, nie wiem, jak bym sie odnalazla. Ale sie odnalezlismy i dojechalismy do hotelu.
Mieszkalismy w dosc obskurnej dzielnicy Pahar Ganj - czulam sie, jak w centrum gigantycznej Szutki;-) (dla niewtajemniczonych - dzielnica cyganska w Skopje). Podobno spalismy w calkiem fajnym hotelu;). Kawalek dalej od Pahar Ganj jest w sumie normalne duze - ogromne!! - miasto. Wszystko jest bardzo glosne i kolorowe. Ale czuje sie calkiem swojsko - taka Macedonia w wersji hard! I jakie piekne kobiety, male dzieci tez - mam w stosunku do nich takie ciagoty, jak do malych Cyganiatek;-)
Wczoraj wieczorem przyjechalismy do Agry pociagiem. Pociagi sa podobne jak w Rosji, zreszta nasze doswiadczenie bylo mocno rosyjskie, bo jechalismy z dwiema rosyjskimi babuszkami, ktorym trzeba bylo pomoc dojechac do Agry, umiescic w hotelu, bo nie znaja angielskiego. Tak wiec trzeba bylo sobie przypomniec rosyjski;-) A pociagowe doswiadczenie polegalo na tym, ze w przedziale podobnym do rosyjskich plackartnych siedzielismy w cztery osoby, na stol wycignelismy wszelkie dobra konsumpcyjne, lacznie z krupniczkiem, ktory jeszczw zakupilam w Warszawie na bezclowym. Oczywiscie byly tez spiewy - Razcwietali jablaki i gruszy...

Dzis jestesmy w Agrze, gdzie powinnam byla zwiedzic Taj Mahal, ale ignorancja moja sprawila, ze wypozyczylismy rowery i wloczylismy sie po miescie, ogladajac Taj z zewnatrz, z parku. Za to widzialam malpy na wolnosci;-)
Doswiadczenie rowerowe w Indiach jest ciekawe - nauczylam sie wymijac riksze, rowerzystow, auta, krowy, osly i jezdzacych pod prad roznych dziwakow. Nie wiem jednak, czy trudniej sie jezdzi na rowerze tu, czy w Wawie.

piątek, 23 listopada 2007

jutro jadę!!

Wracając do poprzedniej wiadomości - placuszki nazywają się pakora i mogą mieć różne nadzienie.

Następna wiadomość będzie już z Indii...

wtorek, 20 listopada 2007

Indie w Warszawie, przygotowań c.d.

Wczoraj spotkałam się z bardzo miłym obywatelem Indii mieszkającym w Polsce, Toniwalią. I poznałam nieco rozmaite smaki Indii - masala chai: herbata z mlekiem i przyprawami, oraz różne jedzenia, których nazw już niestety nie pamiętam. Ale były takie placuszki z ziemniaków w panierce, był też pikantny ryż, który podobno wcale nie był pikantny... Do tego sosiki różne, głównie na bazie chili. Jak już się dowiem, jak się to wszystko nazywało, to napiszę.


Poniżej kilka fotek z restauracji indyjskiej - Tandoor Palace. Swoją drogą, bardzo polecam to miejsce, jest w centrum, blisko Pl. Zbawiciela.




Takie coś jedliśmy


W środku restauracji




Ja i Toniwalia