piątek, 14 grudnia 2007

Palolem

Wczoraj wynajelismy skuter i pojechalismy do Palolem - to przepiekna plaza ok. 50 km na poludnie od naszego Benaulim. O ile nasza wioska zasiedlona jest najczesciej przez podstarzalych hipisow (przyjezdzaja chyba w to samo miejsce do 30 lat), o tyle Palolem jest tlumniej nawiedzane przez mlodszych. Faktem jest, ze plaza jest przepiekna - skaly, palmy, a pod nimi zlocisty piasek. Ok. 10 km przed Palolem jest miejscowosc Agonda - z rownie piekna plaza i mniej tlumna. Dzis wygrzewalismy sie w naszym tropikalnym Ciechocinku;-)
Ponizej kilka widoczkow z plazy w Palolem. Jest pieknie, ale jednak zbyt duzo ludzi - widac, ze zbliza sie szczyt sezonu, wiec pakujemy sie i ruszamy dalej na poludnie - do Karnataki.














































środa, 12 grudnia 2007

Goa c.d.


Siedzimy sobie w tym Goa jak jasnie panstwo, drinki z parasolka, ciepla plaza itd.;-) No, moze nie do konca. Wypozyczamy sobie rowery, jezdzimy po okolicy. Przez ostatnie dwa dni zajmowalismy sie budowaniem rzezby z piasku - tzn. ja tylko pomagalam, choc tak naprawde to bardzo ciezka praca. Najpierw trzeba bylo naniesc kupe piasku na jedno miejsce i mocno ja nawodnic, a dopero potem zajac sie robota artystyczna. Ja nauczylam sie robic schodki i norki;), no ale jak wiadomo, jestem raczej beztalenciem plastycznym.
Wykonanie figury zajelo nam dwa dni, ale niestety juz dzis rzezba zostala zniszczona przez jakiegos idiote. Szkoda, ale trudno. Posag boga Hanumana byl rozpoznawamy przez Hindusow, a to chyba najlepsza ocena.
Dzis bylismy w Margao, bardzo ladne miasto, z ciekawa kolonialna architektura, ale okropnie zatloczone, glosne. Niestety bylam tak wystraszona jezdzeniem po tym miescie na rowerze, ze nie zrobilam zadnych zdjec;-( poza jednym - ponizej
kawiarnia w Margao - ostrzezenie dla wegetarian;)



drinki sa, ale bez parasolki

Ryby susza sie na sloncu


Wieczorne piwko na plazy



Kotki tez lubia zimne piwko...






Z kupy piasku wylania sie malpi bog - Hanuman

krazyly nad nami orly - dobrze, ze nie sepy...
Taki byl efekt po pierwszym dniu pracy
Drugi dzien pracy - ktos zniszczyl w nocy korone
efekt koncowy
publika byla calkiem spora...

sobota, 8 grudnia 2007

leniwe Goa

Dzis wypozyczylismy rowery i pojechalismy do wsi obok - ladnej rybackiej wioski o znajomo brzmiacej nazwie Varca.
Udalo sie znalezc lepsza kafejke internetowa, wiec wklejam zdjecia. Mam nadzieje, ze piekno dzungli na sloniowej wyspie kolo Bombaju choc troszke zadowoli tych, ktorzy spodziewali sie fotek gwiazd Bollywodu;)
na peronie w Ajmerze
pierwsze wrazenia z centrum Bombaju
na wybrzezu
Gateway of India - to stad Brytyjczycy opuszczali Indie jako kolonizatorzy
na lodce na Elephanta Island
Gateway od strony morza
doplywamy do Sloniowej Wyspy
Las na Elephanta Island
powrot z wyspy
Bombaj by night
dworzec kolejowy w Bombaju
Bazylika Bom Jesus w Old Goa
Przed bazylika
Oltarz w kosciele sw. Katarzyny w Old Goa
Vasco da Gama
przy ulicy w Margao
Benaulim - droga na plaze
Goanskie (roz)gwiazdy
Rybak
Tak tu jest wieczorem;-)
Piaskowe potwory

piątek, 7 grudnia 2007

Go(l)asy

No i znow jestem w beznadziejnej kafejce i nie moge wrzucic zdjec. No wiec bede tylko pisac, moze jutro pojdziemy w lepsze miejsce.
Bombaju rzeczywiscie nie zwiedzilam za wiele, moze nastepnym razem. Wczoraj po poludniu dojechalismy do Old Goa. W pociagu mielismy ciekawe miedzynarodowe towrzystwo - Rosjanke, ktora juz poznalismy rano, Belga - starego Hipisa mieszkajacego w Australii, Francuza, ktory zajmuje sie robieniem bizuterii i parka Hiszpanow.
W Goa klimat jest zupelnie inny niz w pozostalych znanych mi juz kawalkach Indii. Po pierwsze, w zwiazku z tym, ze jest to byla kolonia portugalska, jest cale mnostwo kosciolow katolickich i chrzescijanskich symboli religijnych, jak np. krzyze i kapliczki przydrozne. Nawet trafila sie pani, z ktora Jasiek gadal po portugalsku;-)
Architektura Old Goa bardziej przypomina te z Europy, choc akcentow orientalnych jest oczywiscie bardzo wiele. Ciekawe sa elementy religijnosci Hindusow-katolikow, ktorzy stoosuja wspolne z hinduistami metody oddawania czci miejscom i postaciom swietym. Jest to np. dekorowanie figur i obrazow kwiatami, a takze zdejmowanie butow przed kosciolem (choc to drugie moze robili po prostu Hindusi turysci, niekoniecznie katolicy).
W Old Goa zwiedzilismy bazylike Dobrego Jezusa (Bom Jesus), w ktorej znajduja sie relikwie sw. Franciszka Ksawerego, meczennika, ktory w Goa nawracal Hindusow na katolicyzm. Notabene cialo swietego nie zaznalo spokoju po smierci, bo zostalo rozwloczone po roznych miejscch kultu - tu reka, tam glowa, gdzie indziej ucho itd.
Z Old Goa pojechalismy do Panaji - i to, uwaga, stopem! Czekalismy na autobus, ale sie nie doczekalismy i postanowilismy pomachac na ciezarowki. Udalo sie, dojechalismy do skrzyzowania z Margao, a potem juz dalej autobusem. Z Margao ruszylkismy do najblizszego miejsca nad morzem - Colva. Tam najpierw poszlismy zjesc i okazalo sie, ze zamiast 100 rupii dalam panu 500. Na szczescie uczciwy czlowiek pobiegl za nami, zeby kase zwrocic - zwykle dajemy napiwki, ale nie az takie;) Ogolnie ludzie sa tu bardzo mili, dosc dlugo szukalismy noclegu, bo niestety juz sie zaczal sezon i ceny sa paskudnie wysokie. W koncu trafilismy do innej wioski - Banolim i znalezlismy mily, czysty i duzy pokoj (jeszcze nie spalismy w Indiach w tak wypasionych warunkach!). Mamy ok. 10 minut do plazy. Jest przepieknie - czyste morze, cieplutko. Wprawdzie jak wszedzie przychodza dop nas ludzie chcacy nam cos sprzedac - od bizuterii, przez ciuchy, po owoce i sprzet do czyszczenia uszu (!), ale wszystko sie tu odbywa w sposob o wiele bardziej stonowany niz gdzie indziej. No i mozna normalnie napic sie piwa - ceny nie sa wygorowane i nie trzeba pic spod stolu;-)Wczoraj wiec wypilismy co nieco na plazy i przy okazji spotkalismy juz naszego znajomego Hipisa z Australii.
A dzis leniwie lezelismy na plazy, plywalismy w cieplym, jak zupa morzu, wloczylismy sie po okolicy, mmmm, chyba zostaniemy tu na dluzej! Jutro w planie wynajecie rowerow i eksploracja troszke dalszej okolicy.

środa, 5 grudnia 2007

Bollywood ;-)

Po prawie 20-godzinnej jezdzie pociagiem, dzis jestesmy w Bombaju, ale i tak nie zadowole wielbicieli stolicy bollywoodzkich produkcji - jestesmy tu tylko na jeden dzien i to w dodatku, zamiast zwiedzac miasto, poplynelismy na Elephanta Island i lazilsmy pol dnia po dzungli;) Bylo swietnie, wreszcie troche spokoju i dzikiej przyrody. Jestem teraz w kiepskiej kafejce internetowej i nie moge wkleic zdjec. Jutro bedziemy juz w Goa, mam nadzieje, ze jutro (gora pojutrze!!) relacja bedzie dluzsza.

poniedziałek, 3 grudnia 2007

motorem po Pushkarze

Wczoraj wypilismy jedna (na szczescie tylko jedna na pol) szklaneczke special lassi - jest to mleczny napoj zmiksowany z bhang, tj. dolnymi liscmi cannabis. Pushkar, jak juz pisalam, jest swietym miastem - nie wolno tu pic alkoholu, brac narkotykow ani jesc miesa. Co ciekawe, bhang jest dozwolone. No i bylo kolorowo;-), aczkolwiek trzeba uwazac - jest dosc mocne dzialanie, niekoniecznie pozytywne.




special lassi - w smaku dosc paskudne, wole bananowe;-)

Dzis zaszalelismy - wynajelismy motor i szalelismy po okolicy (tzn. ja przede wszystkim zajmowalam sie cichutkim piszczeniem ze strachu, ale to tylko na poczatku;-)). Wyjechalismy z miasteczka i powloczylismy sie po mniejszych uliczkach, wioseczkach i bezdrozach. Krajobraz jest juz mocno pustynny, wielblady sluza za zwierzeta pociagowe, a bialy turysta jest jeszcze wieksza atrakcja niz w miescie. Wioseczki sa mocno wysuszone, w niektorych znajdowala sie tylko jedna wspolna studnia. Tutejsze kobiety mnie zachwycaja - nawet te najbiedniejsze ubieraja sie kolorowo, nosza bizuterie i ogolnie wygladaja bardzo pieknie.
Zawloczylismy sie tez na skalki, na ktorych stoi mala, juz zrujnowana swiatynka oraz buduje sie nowa.



To ta maszyna jezdzilismy;-)




targ w Pushkarze












krajobrazy po drodze



przy pracy w polu



swiatynia na skalach


wielblad wiozacy placki, juz wysuszone, prygotowane na opal